Aloha ha ha!

Pisałem Wam ostatnio, że Elfy mają nieustające wakacje, przesyłają mi ciągle powiew oceanicznej bryzy i migawki z zabaw na niczego nieświadomych żółwiach, chyba są na Galapagos, sam już nie wiem, nie nadążam. Ale wiecie co? Też postanowiłem zrobić sobie urlop przed gorącym sezonem – tzn. zimnym, ale pracowitym, wiecie o co chodzi.

No w każdym razie czasem piszecie mi w listach, że chcielibyście bilet na bezludną wyspę, postanowiłem sprawdzić o co tyle szumu, i szumu faktycznie było niemało…

Ale zacznijmy od początku, myślicie, że poleciałem saniami? Phi! Fakt, kiedy tylko wspomniałem o ciepłych krajach, Fircyk zrobił minę, jakby zobaczył podwójną porcję swoich ulubionych makowych roladek, a w oczach stanęły mu zamki z piasku. Niestety inne renifery są większymi realistami i powiedziały, że jak żyją, ich kopyto nie zbliży się do równika. Pozostał mi samolot, nadałem worek i sam poleciałem na Hawaje tańczyć hula.

Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to że mają tam dziwne choinki i w dodatku groźne – lepiej nie kłaść pod nimi prezentów, żeby nie oberwać kokosem. Zresztą, piękne jest to, że tutaj nie trzeba wiele – do szczęścia wystarczy słońce, plaża i ewentualnie naszyjnik z kwiatów. To się nazywa pogoda ducha! Bardzo podoba mi się też hawajski język – powitalne „Aloha” nie oznacza tylko „Cześć”, to także określenie stanu uwielbienia, miłości i szczerości w stosunku do innych. Wszyscy tutaj podziwiają moją brodę, jako oznakę doświadczenia, mądrości i siły, a ja myślałem, że to po prostu brak maszynki do golenia… od 1738 roku, kiedy zgubiłem swoją ulubioną podczas przeprowadzki z Norwegii do Laponii, jak widać, podróże faktycznie poszerzają horyzonty.

A wiecie co jeszcze? Wczoraj poczułem się trochę jak w domu, wyobraźcie sobie, że jeździłem na nartach! Haha, na początku myślałem, że to będą prawdziwe narty, więc założyłem kombinezon i gogle, Hawajczycy patrzyli na mnie jak na kosmitę. Teraz też się śmieję jak sobie pomyślę, że miałbym tak sunąć po wodzie za motorówką… Już się nie mogę doczekać, aż opowiem to i wiele innych przygód reniferom, no i dzieciom oczywiście, na www.porozmawiajzmikolajem.pl

Witajcie!

Moi Mili,

ogromnie się cieszę, że jesteście świadkami tego historycznego momentu – pierwszego wpisu na blogu Świętego Mikołaja.

Super, że tu zaglądacie, czego nie mogę powiedzieć o moich Elfach, które ostatnio widziałem w Sylwestra 2014. Zaraz później pojechały na wakacje w tropiki i do tej pory nie wróciły, ciekawe, czy zamierzają się pojawić chociaż na Mikołajki, bo póki co to przysyłają mi tylko takie zdjęcia, jak poniżej… No ale ja nie o tym!

2

Oczywiście pragnę zaprosić wszystkich do śledzenia mojego codziennego życia na długo przed Świętami – przecież nie samą Gwiazdką człowiek żyje. Przed nami wyścigi zaprzęgów reniferów, święto wszystkich elfów (jeśli będą łaskawe pojawić się na własnej imprezie), zawody w dzierganiu skarpet na czas i wiele, wiele szalonych atrakcji. Wy też już nie możecie doczekać się Świąt Bożego Narodzenia? Zaglądajcie tutaj, na mój fan page na Facebooku i konto na Instagramie… no cóż, trzeba iść z duchem czasu! Razem przeżywajmy emocje gorące, jak nos Rudolfa.

Pst! Już niedługo widzimy się na porozmawiajzmikolajem.pl