Puchate smutki

Moi kochani, dzisiaj będzie trochę na poważnie, bo temat, który chcę poruszyć jest bardzo trudny – znaczący przede wszystkim dla małych, puchatych istot i ich losów.


 

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami i pragnę porozmawiać z Wami zanim będzie za późno. Musicie wiedzieć, że Dom Świętego Mikołaja pełen jest cudownych stworzeń – kotów, psów, myszek, chomików, papug, kawii domowych, żółwi, królików i innych wspaniałych zwierząt. Jak myślicie, skąd je mamy? Pewnie się domyślacie, że wszystkie trafiły do nas po Świętach! Biedne, zagubione, przyzwyczajone do swoich właścicieli i bardzo za nimi stęsknione…

shutterstock_243044065-compressed

Kochamy zwierzęta i każda istota znajdzie u nas schronienie, ale… ach, serce się kraje, kiedy renifery znajdują kolejne, porzucone przez właścicieli futrzaki. Zawsze mija sporo czasu, aż nabiorą do nas zaufania, przyzwyczają się do nowego miejsca i przede wszystkim zapomną o swoim poprzednim domu. Nie maja apetytu, nie chcą się bawić, ani rozmawiać, snują się smętnie i ciągle czegoś szukają z nadzieją w oczach. Tak mijają kolejne tygodnie, aż w końcu zapominają, z czym tęskniły i zaczynają ufać nam.

shutterstock_238009192-compressed

Bardzo często dostaję w listach od dzieci prośbę o pieska, kotka lub inne zwierzęta i wiem, że rodzice z tymi marzeniami też się mierzą, a gotowi byliby dać swoim pociechom gwiazdkę z nieba, żeby tylko były szczęśliwe.

Kochani! Gorąco apeluję! Jeśli chcecie, abym przywiózł Wam do domu żywy prezent, po pierwsze – przemyślcie to sto jeden razy, a po drugie (i ważniejsze) – jeśli już zdecydujecie się na podjęcie tej odpowiedzialności, wytrwajcie w tej decyzji i nie krzywdźcie żywych, czujących i kochających istot. Świat będzie odrobinę lepszy!

Święty Mikołaj wraz z puchatą zgrają przesyłają gorące uściski!

shutterstock_225695884-compressed

shutterstock_314704499-compressed

shutterstock_227627728-compressed

shutterstock_128176493-compressed

shutterstock_161208545-compressed

 

 

Skarpeta mocy

Każdego roku, mniej więcej dwa miesiące przed Wigilią Bożego Narodzenia przystępujemy do szczególnego, bardzo wyciszającego i dość pracochłonnego zadania. Jak zapewne doskonale wiecie, jednym z symboli Gwiazdki są skarpety pełne prezentów. Dzisiaj opowiem Wam, skąd wziął się ten zwyczaj i jak niezastąpiona w tej dziedzinie Pani M. czaruje górę dzierganych skarpet.

shutterstock_321123341-compressed

Wszyscy pamiętamy pewien listopad 173 lata temu, kiedy nasz stary, dobry przyjaciel Norman ciężko zachorował na oczy w wyniku intensywnego czytania bajek ze śnieżnej kuli. Jako że staruszek Norman jest mistrzem sztuki krawieckiej, dostarczał nam co roku piękny, nowy, gwiazdkowy worek Świętego Mikołaja, który nigdy mnie nie zawiódł. Tym razem miało być inaczej ze względu na nagłą niedyspozycję…

Ta wiadomość spadła na nas, jak kometa, martwiliśmy się o zdrowie przyjaciela i dostawę świątecznych prezentów. Musieliśmy szybko działać. Zaczęliśmy oczywiście od podreperowania samopoczucia Normana. Pani M. przygotowała specjalnie dla niego swoją tajną recepturę mocy, składającą się z żywicy Igiełki, 30-letniego miodu i księżycowego blasku. Jeszcze tego samego dnia Egbert z Edwardem zaprzęgli renifery i polecieli ze specjalną miksturą schowaną bezpiecznie w skarpecie – wystarczyły trzy dni zażywania eliksiru, aby Norman wrócił do zdrowia, a w skarpecie odesłał list z podziękowaniami i pięknie uszyty, zwinięty worek na prezenty. Od tamtej pory kolorowa, wełniana skarpeta jest symbolem miłości, wdzięczności i prezentów.

shutterstock_217509124-compressed

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy z tej okazji nie mieli tradycji dziergania własnych wełnianych skarpet, w których rozdajemy bożonarodzeniowe prezenty. Muszę przyznać, że Pani M. jest prawdziwą specjalistką od włóczki i to na nią spada cała praca, dlatego zaczynamy zawsze dwa miesiące przed Wigilią. Od lat próbujemy nauczyć się tej sztuki, ale… nie chcielibyście spotkać poirytowanych Elfów zaplątanych w motki… już lepiej niech kręcą mak na makowce.

shutterstock_268788560-compressed

shutterstock_217425880-compressed

Święto Świerku i Magiczne Muchy

Nadszedł dzień, kiedy z ogromną dumą i nieukrywanym wzruszeniem chciałbym przedstawić Wam nestorkę naszego mikołajowego lasu – Gałązkę z rodu Świerku Srebrzystego, która właśnie skończyła 1215 lat! Z tej okazji co roku wyprawiamy wielkie, uroczyste, muchowe przyjęcie w Domu Świętego Mikołaja.

shutterstock_328149575-compressed

Jako że kolorowa mucha jest symbolem dobrego życzenia, stała się także głównym atrybutem corocznych obchodów Najstarszego Świerku. Z tej okazji każdy bez wyjątku musi własnoręcznie wykonać dla siebie muchę, w której wystąpi na przyjęciu w Domu Świętego Mikołaja. Kiedy w kalendarzu pojawia się 22 października, od rana pokazujemy, podziwiamy i chwalimy swoje muszki, rozmawiamy o nowych technikach wykonania i napełniamy nasze kokardki prawdziwie magiczną mocą. Zastanawiacie się jak to robimy? To bardzo łatwe, ale naszą tajemnicę zdradzę osobiście – tym którzy zechcą porozmawiać ze Świętym Mikołajem online.

shutterstock_290797505-compressed

Screen Shot 2015-10-23 at 13.22.08

No! Ale kiedy już muchy są w pełni gotowe, zakładamy je uroczyście i jedziemy całą rodziną na podniebny kulig. Po powrocie lądujemy nieopodal naszej Gałązki i przystępujemy do najważniejszego punktu ceremonii – każdy po kolei składa naszej starowince życzenia i przypina jej do gałęzi swoją własnoręcznie wykonaną muszkę. Ja w tym roku życzyłem zdrowia, Pani Mikołajowa przekazała siłę, Kostka życzyła dużo szyszek, Edwin pięknych igieł, Błyskawica dobrej pogody, Profesorek niebolących korzeni… Długo by można tak wymieniać! Spędziliśmy w lesie całą noc, śpiewając radosne piosenki, lepiąc bałwany i jedząc ciasteczka. To była wspaniała, radosna i wzruszająca zabawa!

shutterstock_138998504-compressed

Piernik Roku

Chciałbym przyznać się Wam do czegoś… Wszyscy myślą, że Mikołaj uwielbia słodkości i bardzo się cieszę, kiedy zostawiacie mi poczęstunek przy choince – mleko wypijam od razu, ale ciastka… zabieram dla moich łasuchów, a mam ich całą gromadę! Fircyk – wiadomo oddałby wszystko za marcepanowe kuleczki, ale w innych słodyczach tez nie przebiera, Eustachy, Euzebiusz, Eryk, czy Ernest – łatwiej ich przeskoczyć niż obejść (co przy 50 cm wzrostu nie jest trudne), Pani M. – uwielbia wszystkie słodycze, a najbardziej pieczone przez Was ciasteczka maślane. Oczywiście reszta rodziny też nie gardzi słodkościami i każdy musi dostać swoją świąteczną porcję.

shutterstock_238159225-compressed

Nie możemy jednak nadużywać Waszej gościnności i musimy się troszkę wspomagać we własnym zakresie. W związku z tym co roku pod koniec października pieczemy całą górę pierników, a zabawy przy nich jest co niemiara! Najpierw wyrabiamy wielką ciastkową masę z przyprawami korzennymi, jest tak ogromna, że ledwo się mieści w naszej kuchni, wszyscy razem ugniatamy ją z każdej strony, żeby miała odpowiednią konsystencję. Później każdy odrywa swój kawałek piernikowego ciasta i lepi z niego co chce – domki, choinki, śnieżynki, bombki, nasze podobizny i inne bliżej nieokreślone kształty.

shutterstock_80886508-compressed

Następnie wkładamy nasze dzieła do wielkiego jak stodoła piekarnika i czekamy na efekty. Na sam koniec zostawiamy dekorowanie pierników, to dopiero frajda! Przede wszystkim należy zrobić kolorowy lukier – do zwykłego, śnieżnobiałego kremu dodajemy sok z wiśni, jagodowy miąższ, jadalny atrament, gwiezdny blask, zapach choinki i co tylko fantazja podpowie.

Myślicie, że później następuje słodka uczta? Nic podobnego! Pierniki, schnąc i nabierając smaku, czekają aż do Mikołajek, kiedy przypada czas wielkiej inauguracji Świąt Bożego Narodzenia. Wyprawiamy wówczas huczne przyjęcie, podczas którego przyznajemy tytuł piernika roku za pomysł, najstaranniejsze wykonanie i wspaniały smak ciastka.

W zeszłym roku wygrał Edvin i jego malutki, mysi domek.

shutterstock_143656315-compressed

Każdego roku zwycięzcy należy się wyjątkowy prezent na gwiazdkę – tytuł pierwszego pomocnika Mikołaja podczas rozwożenia świątecznych paczek.

Laureata tegorocznej edycji Piernika Roku ogłosimy tuż po Mikołajkach!

shutterstock_220408690-compressed

Jak to się stało, że Święty Mikołaj jest online?

Kochani, zawsze przed Bożym Narodzeniem dostaję od Was mnóstwo listów, co bardzo mnie cieszy. Muszę jednak przyznać, że to już nie to samo, co przed laty, kiedy na czas Świąt otwieraliśmy dodatkową sortownię przesyłek. Muszę to napisać otwarcie – z każdym kolejnym rokiem przychodzi coraz mniej kartek, a ja nie mogę się z tym pogodzić. Rwałem włosy z brody, długo zastanawiałem się nad przyczyną, aż w końcu przyszedł Eryk i powiedział – jeśli nie ma Cię w internecie, to nie istniejesz! O tym nie pomyślałem… a czy ktoś kiedyś słyszał, że Mikołaj mógłby nie istnieć? Absurd! Musieliśmy działać.

Abym mógł być z Wami w stałym kontakcie, Elfy stworzyły dla mnie specjalną stronę www.porozmawiajzmikolajem.pl oraz założyły konto na Facebooku i na Instagramie.

Przez tę stronę mogę odbierać listy od dzieci drogą elektroniczną, czy to nie wspaniałe? A wiecie co jest jeszcze lepsze? Rozmowa ze Świętym Mikołajem online! Choć trochę się denerwuję, wiem, że to będzie niezapomniana świąteczna przygoda. Mam nadzieję, że dla dzieci to cudowny prezent gwiazdkowy i dobra mikołajkowa zabawa. Elfy tak to fajnie zrobiły, że rozmowy będą się nagrywały i każde dziecko dostanie film ze spotkania z Mikołajem na pamiątkę. Już nie mogę się doczekać!

Na rozmowy oczywiście można zapisywać się w specjalnym kalendarzu na www.porozmawiajzmikolajem.pl

Czekam na Was codziennie!

Wspomnień czar… czyli historia Świętego Mikołaja

Często pytacie, gdzie mieszka Święty Mikołaj, ile ma lat, jak naprawdę wygląda? Ciekawi Was też moja przeszłość – gdzie się urodziłem, czy chodziłem do szkoły i jak to się stało, że zostałem Świętym Mikołajem? Chyba zatem czas uchylić rąbka tajemnicy…

 

Urodziłem się w małej norweskiej wiosce, tak dawno temu, że już sam nie pamiętam dokładnie kiedy… Moi rodzice byli bardzo zamożni i dużo podróżowali po świecie – z tego powodu nie chodziłem do szkoły, jak inne dzieci, ale uczyli mnie prywatni nauczyciele i opiekunowie, którzy jeździli razem z nami. Najbardziej lubiłem przyrodę i geografię, fascynowały mnie wszystkie stworzenia, odległe kraje i podróże. Do dzisiaj pamiętam kochaną Panią Solberg, która zaraziła mnie tą pasją. Nie miałem zbyt wielu przyjaciół, bo nie mieszkaliśmy nigdzie na stałe i trudno było mi zawiązać bliskie relacje – to jednak nauczyło mnie otwartości i łatwości w kontaktach z innymi.

shutterstock_61546456-compressed

Niestety podróże pokazały mi, jak wiele smutku i nieszczęścia jest na świecie, a kiedy byłem nastolatkiem, mnie także spotkała ogromna przykrość – kochani rodzice zginęli w wypadku. Zostałem sam. Jedyne, co mi pozostało, to odziedziczona fortuna, którą bez zastanowienia zamieniłbym na dobre słowo, odrobinę ciepła i bliskości. Wróciłem do Norwegii i podjąłem decyzję – muszę pomóc innym, żeby moje życie nabrało sensu. Rozdałem potrzebującym wszystko, co miałem i zająłem się hodowlą reniferów, a od czasu do czasu pomagałem na poczcie, jako listonosz.

Na pamiątkę po rodzicach zostawiłem sobie tylko piękne, stare sanie, w których jeździliśmy na rodzinne kuligi.

shutterstock_248857198-compressed

Każdy dzień upływał mi na odnawianiu, malowaniu, polerowaniu i ozdabianiu sań, a renifery rosły coraz większe. Pewnej nocy stało się coś niesamowitego – gdy pojechaliśmy na wieczorną przejażdżkę, Rudolf rozpędził się jak szalony, dłuższą chwilę sunęliśmy z ogromną prędkością, aż w końcu wzbiliśmy się wysoko w powietrze. Czułem się… ach, nie da się tego opisać słowami!

Od tego czasu mogliśmy latać wszędzie, więc rozwoziłem paczki i listy po całym świecie. Wtedy też poznałem wielu przyjaciół, no i oczywiście Panią M… ale o tym już Wam pisałem.

shutterstock_209208682-compressed

Gdy przeszedłem na emeryturę przeprowadziliśmy się do Laponii, a ja postanowiłem zająć się tym, co najprzyjemniejsze – dostarczaniem świątecznych prezentów dzieciom na całym świecie. Początki wcale nie były łatwe, pamiętam jak zabłądziliśmy gdzieś nad Australią… no ale to długa historia, którą najchętniej opowiedziałbym Wam osobiście. Pamiętajcie, że teraz można porozmawiać z Mikołajem online – a jak to jest w ogóle możliwe? O tym w następnym wpisie, do poczytania moi mili!

Pomponowa rewolucja!

Być może nie wiecie, że w domu Mikołaja króluje rękodzieło. Dzisiaj razem z Emilem – Elfem, który uwielbia prace domowe, cały dzień robiliśmy kolorowe pompony. Na ulicach jest dosyć zimno i szaro, a my nie godzimy się na jesień w takim wydaniu! Ogłaszamy pomponową rewolucję! Przypinajmy kolorowe kule wszędzie, gdzie się da!

A jak zrobić pompon w domu? Nic prostszego! Pani M. jest prawdziwą mistrzynią w tej dziedzinie, przy jej pomocy zrobiliśmy dla Was mały tutorial:

  1. Z kartonu wycinamy dwa kółka z dziurą w środku. Następnie składamy je razem i owijamy dookoła grubą warstwą kolorowej włóczki (to zawsze robota Emila).

shutterstock_195661580

  1. Przecinamy włóczkę dookoła zewnętrznej krawędzi (to wymaga odrobiny precyzji, więc przecinaniem zajmuję się ja).

shutterstock_195661541

  1. Pomiędzy dwie tekturki wkładamy włóczkę, oplatamy dookoła na środku i ciasno zawiązujemy na supełek (każdy doskonale sobie z tym radzi).

shutterstock_195661583

4. Zdejmujemy tekturki. Et voilà! Piękny pompon gotowy!

shutterstock_179039060

Pierwszy list i przepowiednia Edgara

Jej! Wreszcie! Dzisiaj dostałem pierwszy list od dziecka! To zawsze wielkie święto i z tej okazji wypuszczamy w świat dobrą wróżbę. To bardzo ważne wydarzenie i każdy musi w nim uczestniczyć. Jak tylko dociera do nas pierwszy list, zaczynamy tworzyć ogromną choinkę z lodu i śniegu.

shutterstock_158887463

Przeważnie zajmuje nam to dwa tygodnie, bo w każdej najmniejszej nawet igiełce zamykamy dobre przesłanie dla świata. Kiedy już choinka jest gotowa, wysyłamy ją do nieba za pomocą wielkiej procy – w kosmosie nasze drzewko rozpada się na miliony kawałeczków i zasypuje świat dobrą wróżbą.

Screen Shot 2015-10-12 at 14.39.19

Na Ziemi mówi się wtedy o spadających gwiazdach. Kiedy ludzie mogą obserwować to zjawisko, my już zajadamy pyszne gwiezdne pierniczki, upieczone specjalnie na tę okazję przez Panią M. Zasada jest taka, że co roku, każdy po kolei może wybrać swoją przepowiednię – ostatnio Edwin życzył całemu światu, żeby nikomu uszy nie zmarzły, dwa lata temu Pyszałek wysłał wszystkim uśmiech i radość, a w tym roku wypadło na Edgara – najmniejszego z Elfów. Postanowił przekazać każdemu stworzeniu na Ziemi dużo wiary w siebie i odwagi, czego oficjalnie życzymy światu w tym i następnym roku!

shutterstock_235360690

Przy okazji pierwszego listu, chciałbym się z Wami podzielić także najciekawszymi marzeniami dzieci. Nie obawiajcie się – oczywiście Mikołaj zawsze dotrzymuje tajemnicy korespondencji i nigdy nie ujawnia szczegółów. Powiem tylko, że nigdy nie zapomnę marzenia pewnej dziewczynki z USA, która chciała dostać drużynę futbolową, bo chciałaby być trenerem. Uroczy 11-letni Hiszpan z Barcelony marzy o własnej fabryce pomidorów, a 5-letnia mieszkanka Malezji chciałaby zobaczyć prawdziwy śnieg. I wiecie co? Jestem przekonany, że jeśli będą bardzo, bardzo wierzyli w swoje marzenia, to na pewno je spełnią! Ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak było. Musicie mi tylko na bieżąco donosić o swoich pragnieniach. Najlepiej napiszcie list do Świętego Mikołaja, albo porozmawiajcie ze mną online na www.porozmawiajzmikolajem.pl

W rodzinie siła!

Korzystając z okazji, że do Świąt jeszcze ponad dwa miesiące i bardzo powoli zabieramy się do pracy, chciałbym nieco bliżej przedstawić Wam moją rodzinę, bez której nie dałbym rady przeczytać wszystkich listów, spakować prezentów i oczywiście rozwieźć ich po całym świecie.

 

Pani Mikołajowa

Musze zacząć od Pani Mikołajowej, która towarzyszy mi od stuleci. Poznaliśmy się na kuligu jako nastolatkowie, kiedy jeszcze mieszkałem w Norwegii. Pamiętam, że Pani M. trochę bała się lotu nad kołem podbiegunowym starymi saniami naszych przyjaciół, więc cały kulig spędziłem na opowiadaniu żartów co, jak się później okazało, jeszcze bardziej stresowało Panią M. Od tamtej pory już nie lata saniami.

Renifery

Prawdziwi bohaterowie Świąt Bożego Narodzenia! Bez nich nie zdołałbym dostarczyć prezentów nawet do sąsiedniej wioski, a co dopiero do innych zakątków świata. Jest ich dziewięciu i każdy inny: Kometek jest najmniejszy i bardzo lubi śpiewać piosenki, Amorek kolekcjonuje spadające gwiazdy, Błyskawiczny bardzo szybko mówi, Fircyk jest strasznym łasuchem, Pyszałek uwielbia robić psikusy, Tancerz najlepiej kręci piruety, Złośnik zawsze chodzi swoimi drogami, Profesorek zatraca się w czytaniu powieści, a   Rudolf czerwononosy to urodzony nawigator, zawsze leci z przodu zaprzęgu.

Elfy…

Choć są bardzo niesforne, to ich pomoc jest nieoceniona. Nie dość, że już przed Mikołajkami uwijają się jak w ukropie, to są odpowiedzialne za pakowanie prezentów przed samą Gwiazdką. Mało tego, kiedy komin jest za wąski, jak myślicie, kto się przeciska z prezentami hmm? Wszyscy myślą, że elfy są leniwe i bywają złośliwe, muszę Wam jednak przyznać, że potrafią mnie nieźle rozczulić, kiedy szykują dla mnie coroczną imprezę niespodziankę przed sezonem i wydaje im się, że doskonale się z tym kryją, podczas gdy ja zawsze wiem, co knują. W gruncie rzeczy kochane z nich bąbelki.

Screen Shot 2015-10-08 at 15.03.56

Wiele by można jeszcze opowiadać i mam nadzieję, że już niedługo zaczniecie wysyłać listy i umawiać się na rozmowy ze Świętym Mikołajem online. Chętnie poopowiadam Wam o moich bliskich.